Bronisław Foltyn: Nie będę segregował gości


Bunt przedsiębiorców rośnie w siłę. Nie chcą segregować ludzi na rasy! Poniżej nasza rozmowa z Bronisławem Foltynem, który prowadzi kilka lokali gastronowmicznych w Bielsku-Białej.

Jako jeden z pierwszych przedsiębiorców w Poslce zadeklarował wprost: żadnej segregacji sanitarnej nie będzie.

Dzięki odważnej deklaracji w sieci zawrzało, a dziś Pan Bronisław stał się inspiracją dla innych, którzy wychodzą z cienia i mówią stop temu szaleństu. 

 

Kongres Polskiego Biznesu: Widzieliśmy się w ubiegłym roku, wtedy był Pan przedsiębiocą, a dziś dodatkowo inspiracją dla innych! Mam na myśli ostatni wpis w mediach społecznościowych, który stał się swoistą deklaracją dotyczącą segregacji sanitarnej. Zacznijmy jednak od początku, od kiedy jest Pan na swoim? 

Bronisław Foltyn: Własną firmę założyłem w wieku 23 lat. Właściwie od dziecka było to moim marzeniem i nawet pracując „u prywaciarza” podczas szkolnych praktyk, starałem się zawsze podglądać szefa i zrozumieć na czym polega biznes.

KPB: To imponujące. Nie każdy ma w sobie na tyle odwagi, ponieważ zawsze jest ryzyko i można się nieźle przejechać... 

BF: To prawda, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Wychowałem się w ubogiej rodzinie więc właściwie, gdy tylko zdobyłem odpowiednie fundusze, to podjąłem decyzję, by rozpocząć pracę na własny rachunek.

Szczerze również polecam, tą drogę wszystkim młodym ludziom, którzy czują, że biznes to jest to, by nie zwlekali zbyt długo z decyzją.

KPB: Czym jest dla Pana przedsiębiorczość i sam fakt prowadzenia własnej firmy? 


BF: Przedsiębiorczość i własna firma, to jest dla mnie sposób na życie. Nie ma nic piękniejszego, niż urzeczywistnienie tego, co nam w duszy gra. 

Praca nad realizacją własnych marzeń jest czystą przyjemnością i nawet największy wysiłek wart jest podjęcia.

Oczywiście zderzenie z administracyjno-podatkową górą przepisów, która domaga się sowitej prowizji za to urzeczywistnianie marzeń bardzo boli i niestety często zniechęca dziesiątki tysięcy ludzi do podjęcia wyzwania.

KPB: Wróćmy do głośniego wpisu sprzed kilku dni. Sprzeciwia się Pan segregacji sanitarnej, nie obyło się bez nawiązań do wydarzeń historycznych. 

BF: Dziś na przełomie 2021/22 roku przedsiębiorca z branży gastronomicznej czuje się jakby, to był raczej przełom roku 1941/42.

KPB: Z czego wynika takie przeświadczenie. Niekórzy twierdzą, że takie porównania są nieuzasadnione. 

BF: Segregacja ludzi, opaski na rękę, znakowanie lokali, wstęp tylko dla wybranych, czy obowiązkowe szczepienia na tyfus, to wszystko znamy z filmów traktujących o okupacji podczas II WŚ. Naturalnym tutaj odruchem jest bunt i sprzeciw wobec takiej „nowej normalności”.

Można oczywiście próbować iść na kompromis, dostosować się i spełniać wszystkie kolejne żądania urzędników, ale warto pamiętać, że to strategia na krótką metę. W końcu kiedyś przyjdzie wiosna 1945 roku.

KPB: Co ma Pan na myśli? 

BF: Jak wtedy skończyli właściciele restauracji, którzy obsługiwali tylko Niemców?

KBP: Dziś chyba nikt o tym nie myśli. Wszyscy żyją chwilą i wielu daje się ogrywać przez niemal wszystkie media. Taka uczciwość i próba zbudowania relacji z klientem jest według Pana istotna? 

BF: Zdecydowanie tak. Właściciele dobrych restauracji, pubów i klubów muzycznych doskonale wiedzą, że ten biznes opiera się przede wszystkim na zaufaniu.

Goście ufają, że odwiedzając lokal, za odpowiednie pieniądze, otrzymają najlepszą usługę, doskonałą rozrywkę i bardzo dobrej jakości produkt.

Praca restauratora polega więc, na tym by jak najwięcej osób obdarzyło jego lokal bezgranicznym zaufaniem, a czasem wręcz pewną formą miłości. Jak więc pogodzić te twarde reguły rządzące tą branżą, z absurdalnymi ograniczeniami narzucanymi przez urzędników?

Jak nie stracić zaufania gości, gdy władza chce, by restauratorzy przemienili własne restauracje w pokoje przesłuchań?

KPB: Czyli restauracje przykładające rekę do podziałów w przyszłości zaczną tracić?

BF: Jestem pewien, że w dłuższym okresie te lokale, które wprowadzą segregacje ludzi będą upadały.

To po prostu woda i ogień. Zaufanie i kontrola to dwa przeciwstawne bieguny. To nie będzie działało!

Uważam, że to jest ten moment, kiedy trzeba powiedzieć dosyć. 

Po dwóch latach pandemii, lockdownów i ograniczeń widać, że to nie skończy się, dopóki ludzie nie pokażą rządzącym, gdzie mają te wszystkie rozporządzenia.

To jest również ten moment, gdy władza zamiast straszna, staje się śmieszna.

Jedynie obywatelskim nieposłuszeństwem i metodą faktów dokonanych możemy zakończyć tą urzędniczą, absurdalną rzeczywistość, która nas otacza od dwóch lat.

Dlatego uznaliśmy wspólnie z całą ekipą, że nie będzie w naszych Restauracjach żadnej segregacji ludzi.

Wszyscy goście są u nas mile widziani i nie wyobrażamy sobie, by to kiedykolwiek mogło się zmienić.